Historia knyszy

Nie tylko neon „Dobry wieczór we Wrocławiu” witał przyjezdnych na dworcu kolejowym. Znacznie ważniejsza była ona – wrocławska legenda na ciepło, która zapisała się w historii miasta i stała się jednym z jego symboli.

Półkolista bułka, świeże warzywa, duuużo sosu. Kapusta, biała i czerwona, ogórek, pomidor, kukurydza konserwowa, czasem też marchewka w wiórkach. No i do tego koniecznie cebulka prażona. Warzywa musiały się aż wysypywać.

Jest jedną ze zdrowszych ulicznych przekąsek, ale serca Wrocławian podbiła z innego powodu. Na dworcu Wrocław Główny knyszę można było zjeść o każdej porze – najczęściej szło się na nią nad ranem, wracając z imprezy. Wszystkie drogi prowadziły wówczas do berzy, czyli dworcowej hali głównej, w której działało kilkanaście knyszarni. Dla wielu knysza z berzy była idealnym zwieńczeniem każdego „studenckiego czwartku”.

Smak lat dziewięćdziesiątych

Transformacja gospodarcza wywołała rozkwit niewielkich biznesów, a na ulicach pojawiło się coraz więcej budek ze street foodem. W oczy rzucały się zwłaszcza intensywnie czerwone, modułowe kioski K67. Przyjechały do Polski z Jugosławii. Sprzedawano w nich knyszę, ale nie tylko.

Dzisiaj porównuje się ją z kebabem, wcześniej szukano podobieństw do pity. Knysza wyróżnia się drożdżową bułką z wydrążonym środkiem o charakterystycznym, półokrągłym kształcie. Najczęściej grillowana, chociaż podgrzewana w mikrofali również ma swoich zwolenników. Miłośnicy klasyki przekonują, że to właśnie mokra, miękka bułka najlepiej oddaje smaki ubiegłych lat. Wyróżnia ją również mięsny dodatek – choć początkowo była wegetariańska, z czasem zaczęto do knyszy dodawać kotlety, parówki czy kurczaka. W okresie największej popularności knysza kosztowała 4,50 zł, ale za kotlet lub ser żółty trzeba było dopłacić dodatkowe 50 groszy.

„Knysza jest nasza”

Początkowo nie można było zjeść jej nigdzie indziej, stała się typowo wrocławskim specjałem. Przyjezdni szli na knyszę i wyczekiwali jej pojawienia się w swoich miastach. Choć dziś kojarzy się przede wszystkim z Wrocławiem, jej historia znacznie wykracza poza granice miasta.

Za dalekiego przodka knyszy uznaje się żydowskiego pieróga. Knysz, nadziewany kiszoną kapustą, ziemniakami i cebulą, gości też w kuchni ukraińskiej, litewskiej czy białoruskiej. Wszystkie je łączy drożdżowe ciasto, trzymające w ryzach tak różne nadzienia i farsze. Według jednej z teorii „knysz” wziął się od niemieckiej nazwy bułeczki królewieckiej knist i słowa knischen, odsyłającego do zagniatania rozczynu.

Jak z żydowskiego pieróga powstała wrocławska legenda? W jaki sposób i dlaczego knysza zawitała do Wrocławia? To tajemnice, których nie pozwoliło rozwikłać nawet najbardziej wnikliwe śledztwo.

Spotkanie dwóch ikon

Jedna reprezentuje historię miasta, jego architekturę i modernistyczną wizję przyszłości. Druga – codzienność mieszkańców, studencką kulturę i lata dziewięćdziesiąte. Hala Stulecia i knysza pochodzą z dwóch różnych światów. Łączy je Wrocław, którego obie stały się symbolami.

Lokalna kuchnia nie pojawia się w Hali Stulecia po raz pierwszy. Restauracja Tarasowa odsyła do smaków dawnego Wrocławia i kulinarnych tradycji Dolnego Śląska. Jej śladem podąża Re:bistro, oddające hołd wrocławskiej codzienności – tej zapisanej w prostych smakach, za którymi coraz częściej zdarza się nam zatęsknić.